poniedziałek, 28 grudnia 2009
niedziela, 27 grudnia 2009
pocztowka z Ghaziabad
Moze kilka slow o moim obecnym projekcie i miejscu pobytu. Ghaziabad w Uttar Pradesh, droga graniczna pomiedzy UP a Delhi biegnie 50m od domu. UP to bardzo specjalny stan, z tego co slyszalam, wszystko jest tutaj mozliwe. Jest kilka takich stanow w Indiach, w ktorych korupcja, kryminalnosc i ubostwo kwitnie, jednym z nuch jest UP, inne to np Bihar i Orissa.
Tutaj w Ghaziabad ponoc mamy wlasna mafie, ktora dziala na terenie slamsow. Dlateo kazano mi na siebie uwazac, nie krecic sie po zmroku samotnie w tamtych rejonach, bo ktos moze mnie sledzic. Spowodowalo to lekka paranoje moja na poczatku, ciagle odwracanie sie za siebie i niepokoj, gdy chlopiec na rowerze mija mnie po raz trzeci w ciagu ostatnich 5 minut. Juz mi to mniej wiecej przeszlo, ale ciagle nie zaglebiam sie w tamte rejony.
A ten slams...
Gdy bylismy w Gurago, krainie smogu, to wydawalo nam sie, ze tamto miejsce bylo obrazem piekla, ale to byl jedynie przedsionek do piekla....
Maharadzpur to teren indistrialny, z ochydna fabryka stali usytuowana po srodku, stykajaca sie scianami zewnetrznymi z nasza akademia. Fabryka jest ogromna i ochydna, smrodzi i dymi. Poza tym zuzywa duzo wody, w zwiazku z tym poziom wody gruntowej obnizyl sie drastycznie. Woda jest rowniez w ogromnym stopniu zaniczyszczona. W Afryce, gdy woda studzienna nie jest zdatna do picia i nie ma mozliwosci jej przegotowania, wypelnia sie nia plastikowe butelki i wystawia na slonce na caly dzien. Woda nagrzewa sie do temperatury wystarczajacej na zabicie bakterii. Tutaj ten sposob nie bylby zdatny, tutaj woda odstawiona po jakims czasie zolcieje....
Mnie ciagle jest w takie rzeczy trudno uwierzyc, pogodzic sie. Trucizna wyplywajaca z kranow... Caly slams ma tylko jedno zrodlo wody pitnej, polozone z dala od fabryki, polozone po drodze do mojej kolonii, jedna pompa reczna. Gdy wracam popoludniami z Akademii, kobiety i dzieci stoja w kolejce z roznego rodzaju pojemnikami, najczesciej butelkami, nigdy nie widzialam zadnego wiadra, dziwne, w Afryce wiadra byly pojemnikami do transportu wody.
Fabryka stali przyczynila sie rowniez do destrukcji systemu kanalizacyjnego. Kanaly i studzienki sa nieustannie zablokowane przez wyrzucane smieci, co powoduje nieustanne zalewanie duzych terenow brudna, zanieczyszczona woda. W tych nigdy nie wysychajacych kaluzach i rowach gromadza sie masy smieci, potem przychodza swiete krowy i swinie, ktore babraja sie w owym bagnie i wyzeraja owe smieci, nastepnie zas umieraja, a sekcja zwlok wykazuje zapchanie przewodu pokarmowego dwoma kilogramami plastikowych workow...
A komary! Isty raj dla komarow, ktore rowniez zyja na terenie tej kaluzy, tysiace komarow pokrywaja powierzchnie smierdzacej wody. Jezeli komus jeszcze malo, to dodam, ze owo miejce jest rowniez miejscem targu miesnego. Tak, tutaj popoludniami rozkladaja sie sprzedawcy kurczakow w klatkach i ryb w baliach. Tutaj je zazynaja, skubia, cwiartuja i wystawiaja na sprzedaz w centymetrowym sasiedztwie kaluzy smieci i komarow. Srodowisko wprost wymarzone dla rozwoju miliona chorob...
Sam slams ma rowniez swoj urok. Waskie uliczki, wysokie budynki, scieki splywajace w drenach na poboczach. Dreny sie czesto blokuja od wszelkiego rodzaju smieci w nie wrzucanych. Mieszkancy jednak o nie dbaja, nie chca mieszkac w bagnie i oczyszczaja je regularnie. A to, co wyciagna z dren, czarny i obrzydliwie smrodliwy mul ze smieciami, zostawiaja na ulicy, w takich malych, doslownie i w przenosni, kupach, w odleglosci ok. 20 m od siebie.
To nie tylko Maharadzpur tak wyglada. Pozostale slamsy, a jest ich sporo, borykaja sie z problemami tego samego rodzaju. Cala okolica Ghaziabadu to jedno wielkie podmokle bagno usypane smieciami, widzialam z autobusu. Elmer, nasz dunski przelozony stwierdzil, ze gdyby usunac stad wszystkie smieci, nic by nie zostalo, bo to jedno wielkie wysypisko smieci. Trudno mi jest sie z nim nie zgodzic....
niedziela, 13 grudnia 2009
Jestem szczesliwa, dobrze mi tu gdzie jestem.
Prosze mnie zle nie zrozumiec, jednoczesnie ciesze sie z tego powodu, ze zaraz to wszystko sie skonczy. Ale jestem szczesliwa bo teraz widze, teraz mam dowod na to, ze moze byc rowniez dobrze.
Jestem w bardzo dobrych stosunkach z liderem mojego projektu i jego zona, z ktorymi razem mieszkam.Chhagan jest niesamowita osobowoscia, po prostu go uwielbiam. Jest zupelna odwrotniscia Ashoka z Dzajpuru, ze czasem nie wierze w swoje wlasne szczescie. Ashoka poznalam 3 lata temu, wzial nas do siebie do domu, ale juz wtedy za nim nie przepadalam, wtedy byl niesmialym wolontariuszem teraz jest liderem akademii, ale caly czas jest raczej niesympatyczny zamkniety w swoim malym swiecie. Chhagan jest otwarty, otwarty na wszytko co nowe i nieznane, ciekawi go to. Jest tez stosunkowo nowoczesny, bo wiekszosc Hindusow to zatwardziali tradycjonalisci. On jest duzo bardziej doswiadczony niz przecietny Hindus, spedzil na przyklad pol roku na treningu w Zimbabwe . A to musial btc dla niego okrutny szok kulturalny, afrykanskie obyczaje i rzeczywistoosc jest tak odmienna, a sytuacja w Zimbabwe to juz w ogole nie przelewki…. Wiadomo tez, ze szok kulturalny daje najwiekszego kopa do rozwoju wlasnej osobowosci i pogladow. No chyba, ze jest sie az tak szokowanym, ze umysl sie blokuje i nie pozwala na rozwoj, wtedy widzi sie tylko brzydote i nie probuje sie zrozumiec przyczyn, to tez sie czesto zdarza.
Zona Chhagana, Shalu, jest bardzo subtelna, 23-letnia kobietka (on ma 29 lat). Ich malzenstwo zostalo zaaranzowane kilka lat temu i nalezy przyznac, ze aranzacja byla to udana (bo to chyba nie zawsze tak pieknie wychodzi). Sa bardzo slodka para i wyglada na to, ze sie kochaja. Dla mnie, dla nas to jest to trudno sobie wypbrazic i pojac, ze para ludzi, ktora spotyka sie po raz pierwszy w dniu swojego slubu, jest w stanie wypracowac pomiedzy soba milosc. To nawet okropnie brzmi, ale nie wiem jak lepiej by to okreslic. Stad chyba rowniez wyplywa najwieksze zrodlo mojego szacunku dla Chhagana. Poniewaz on rowniez stara sie podniesc status swojej zony, jej umyslowy status. On chcialby ja wyedukowac, chcialby by ona sie bardziej uniezaleznila, by wyodwazniala I wymezniala. Niestety, Shalu bardzo odpowiada tradycyjna rola kobiety domowej, czuje sie wygodnie w tej sferze, ktora zna I ani mysli sie nigdzie podnosic. W sumie nic dziwnego, normalna reakcja, ludzie sie obawiaja tego, co nowe i nieznane, i niezgodne z dotychczasowymi pogladami.
Ale czy zauwazacie panstwo ten konflikt tragiczny, ktory tutaj zachodzi?
Tradycyjna rola kobiety jest opieka nad domem i dziecmi, sluzenie mezowi. U nas tez tak bylo, jeszcze do niedawna nawet. Na wsiach, malych miastach, duzch miastach w domach ludzi nie za bardzo wyedukowanych, ta rola wcale sie nie zmienila. W domach ludzi wyedukowanych status kobiet sie jednak zmienia, podwyzsza, kobiety walcza o edkacje i rowne prawa. A tutaj mamy te sytuacje pomiedzy, gdzie maz by chcial wydzwignac swa zone o poziom wyzej, ale zona sie buntuje i wolalaby zostac gdzie jest. Oczywiscie taki process zajmuje czas, tego sie nie da tak w rok czy dwa zalatwic i juz. Chhagan bedzie musial poswiecic duzo sily I energii, a sukces i tak nie jest gwarantowany… Zycze mu, zycze im wszystkieo dobrego na tej drodze, bo na pewno to, co czyni, jest bardzo szlachetne.
Chhagan opwiedzial mi rowniez pewna historyjke, o mezczyznie, ktory ozenil sie z jego ciotka. Mezczyzna ow, wuj, jest bardzo wyedukowanym i bogatym czlowiekiem, z dobrej rodziny etc. Ciotka, kobeita, ktora poslubil nie jest wyedukowana, jest bardzo prosta i bardzo pospolita, jak to Chhagan ujal. Chhagan nie mogl przez dlugi czas pojac, jak to taki madry i bogaty czlowiek moze zniesc to, ze jego zona jest glupia. Zapytal sie wiec wuja, o on odrzekl, ze owa zona byla mu pisana, dlatego nalezy jej sie szacunek. Moze gdyby tego nie zaakceptowal stracilby wszystko, co ma. Bo moze to wszytsko co ma zawdziecza tej zonie wlasnie.
Gdy to uslyszalam, wydalo mi sie to bardzo piekne, bardzo proste i bardzo szlachetne, ten szacunek do tego, co zapisane, na co sie zasluzylo. Nie potrafie tego w tej chwili wyrazic, ale ale to naprawde bylo piekne… Akceptacja. Ja nie bardzo pojmuje te wszystkie idee za hinduizmem czy tez jakakolwiek inna religia, takze nie bede sie nad tym rozwodzic. Moze jak troche zmadrzeje to wtedy, poki co ciagle jestem ignorantka. Moze wiedza Sai Baby splynie na mnie niedlugo to wtedy sie nia podziele.
piątek, 27 listopada 2009
czwartek, 26 listopada 2009
AWC Ghaziabad, Uttar Pradesh kolo Delhi
No i ciagle Indie, choc juz blisko bylo, a byloby sie daleko stad. Zbyt duze zageszczenie hormonow zenskich na zbyt malej powierzchni rzeklabym. Plus kilka innych czynnikow, o ktorych teraz juz nie warto myslec.
Skonczylo sie na tym, ze nasza bohaterka spakowala manatki, p ozegnala sie grzecznie ze wszystkimi, a przynajmniej tymi obecnymi, i samotnie wyruszyla na podboj Indii czes II. Bo taka Zosia - samosia z niej. Dostala propozycje, by zajac sie czyms innym, to poprzednie zadanie nie bylo jednak trafnie wybrane. Tak zupelnie szczerze, to caly wyjazd do Indii nie byl wybrany trafnie, cala decyzja byla oparta na niewlasiwych priorytetach (wakacji w Himalajach), taka farsa mozna by powiedziec o tej calej wyprawie, jednakze zakonczenie bedzie tym razem szczesliwe.
Rozpisywalam sie na poczatku o tym, jak to postanowilam dac sobie druga szanse w Indiach. O tym, jakie to jest wazne, co sie w sobie niesie, o tym, ze za pierwszym razem spapralam zasadniczo, bo za duzo sie ze mna przywleklo. TYm razem mialo byc inaczej, lepiej, pelniej. No i co tu duzo gadac, nie bylo az tak bardzo inaczej, tylko troche lepiej, a do pelni brakowalo wiele. Jezeli ktos ma w planach godzenie sie ze swiatem, to polecam w pojedynke, bo z kolezankami nie wychodzi, kolezanki mozna stracic. To taki ostatni krzyk frustracji, teraz juz bedzie milo.
Teraz jestem wiec juz od tygodnia w nowym miejscu, z nowym zadaniem. NGO przy ktorym pracujemy potrzebuje fotografii dobrego nauczania, dobrych nauczycieli i dobrych uczniow. Zadanie to nie az takie latwe, jakby sie moglo wydawac. Nauczyciele nie sa wyksztalceni, metody ktorych uzywaja - bardzo prymitywne. Nie mowiac juz o dzieciakach, ktore z powodu niedozywienia maja ogromne problemy z koncentracja. Jezeli chodzi o zywnosc, to niewiele moge zrobic, ale w zwiazku z nauczycielami moge wiecej. POstanowilam przygotowac warsztaty by pokazac im pare pomyslow kreatywnego nauczania. To taki dobry sprawdzian dla mnie samej, niby juz prawie jestem nauczycielka, ale do nauczania to mnie tak srednio ciagnie... W planie jest wiec przygotowanie 3-4 warsztatow dla nauczycieli z AWC Ghaziabad, czyli tego miejsca pod Delhi, gdzie wlasnie sie znajduje.
W miedzyczasie, a rowniez w oparciu o warsztay, mam pstrykac foty. Celem glownym, ktory sobie upatrzylam, ma byc produkcja tzw Manualu, czyli powiedzmy instrukcji obslugi do tzw 'Step Up Programme', uproszczonego zakresu nauczania dla klas 1-3. Mimo calego uproszczenia, owo curriculum okazuje sie byc calkiem skomplikowane, trzecioklasici powinni wiedziec o ukladzie slonecznym, fotosyntezie, dzialaniu silnika etc. Podane przyklady sa z przedmiotu Wiedza Ogolna, z ktorym to nauczyciele maja najwiecej klopotow, no i nic w tym dziwnego. Dlatego chcialabym wykreowac taka ksiazeczke dla nauczycieli zawierajaca podstawowa wiedze na te tematy, z ktorej mogliby sie przygotowywac do lekcji. Bo wlasnie najwiekszym bolem owego pozarzadowego szkolnictwa Indyjskiego (byc moze rzadowego rowniez, nie bylabym zdziwiona, ale nie wiem) jest wedlug mnie brak materialow naukowych. Nie tych dla dzieci, bo dla dzieci znajda sie zawsze jacys donorzy, ktorzy zasponsoruja mape czy plakat z alfabetem etc. Brakuje materialow dla nauczycieli, z ktorych mogliby oni uzupelniac swoja wiedze. Jak juz wspomnialam, wiekszosc nauczycieli nie jest wyksztalcona czy wykwalifikowana (ukoknczone 10-12 klas), wiekszosc to wolontariusze lub bardzo nisko oplacani pracownicy. Nawet gdyby chcieli sie douczyc, to nie maja materialow ani warunkow, by owe materialy zdobyc. Dlatego dobrze byloby im to ulatwic.
Ten caly Step Up Programme to bardzo ciekawa rzecz zreszta, opracowana przez Nathalie i Hendrika z DNS2005, ktorzy byli tutaj w zeszlym roku i tym sie zajmowali. Ogolnie rzecz biorac, dzieci, ktore uczeszczaja do Akademii, albo nie mialy dostepu do zadnej szkoly, albo pochodzily troche i przestaly, albo chodzily niueregularnie. Dlatego poziom ich wiedzy jest bardzo rozny, mamy 6latki i 12latki na tym samym poziome. Step Up Programme jest esencja zakresu nauczania z 3 pierwszych lat. Wybrane sa najwazniejsze rzeczy, o ktorych dzieci powinny wiedziec do ukonczenia 3ej klasy. Kazdy przedmiot: Hindi, Matematyka, Angielski I wiedza Ogolna sa skonstruowane w 10 'krokow' skladajacych sie z roznych zagadnien, nad ktorymi dzieciaki powinny indywidulanie pracowac. Jak skoncza 10 krokow, to znaczy, ze wiedza wystarczajaco by dolaczyc do 4ej klasy. Troche mi to ciezko opisac tak, zeby mozna to sobie bylo wyobrazic, slownictowo nie to...
####
Wiadomosc z ostatniej chwili. Moj genialny pomysl produkcji Manualu nie byl az taki genialny, Nathalie i Hendrik mieli ten sam pomysl i przygotowali ksiazeczke dla nauczycieli z Wiedzy Ogolnej. No tak, mozna sie bylo tego spodziewac, jako ze pomysl ogolnie jest dobry. TYlko jeszcze nie wiem, dlaczego nauczyciele z niej nie korzystaja. Bo tam jest wszystko, czego potrzebuja. Faktem jest, ze moze to troche zbyw wysoki poziom jezykowy dla nich, moze dlatego nie uzywaja. Nic to, dowiem sie, moze powinnam porzygotowac uproszczona wersje czy cos, zobaczy sie.
Skonczylo sie na tym, ze nasza bohaterka spakowala manatki, p ozegnala sie grzecznie ze wszystkimi, a przynajmniej tymi obecnymi, i samotnie wyruszyla na podboj Indii czes II. Bo taka Zosia - samosia z niej. Dostala propozycje, by zajac sie czyms innym, to poprzednie zadanie nie bylo jednak trafnie wybrane. Tak zupelnie szczerze, to caly wyjazd do Indii nie byl wybrany trafnie, cala decyzja byla oparta na niewlasiwych priorytetach (wakacji w Himalajach), taka farsa mozna by powiedziec o tej calej wyprawie, jednakze zakonczenie bedzie tym razem szczesliwe.
Rozpisywalam sie na poczatku o tym, jak to postanowilam dac sobie druga szanse w Indiach. O tym, jakie to jest wazne, co sie w sobie niesie, o tym, ze za pierwszym razem spapralam zasadniczo, bo za duzo sie ze mna przywleklo. TYm razem mialo byc inaczej, lepiej, pelniej. No i co tu duzo gadac, nie bylo az tak bardzo inaczej, tylko troche lepiej, a do pelni brakowalo wiele. Jezeli ktos ma w planach godzenie sie ze swiatem, to polecam w pojedynke, bo z kolezankami nie wychodzi, kolezanki mozna stracic. To taki ostatni krzyk frustracji, teraz juz bedzie milo.
Teraz jestem wiec juz od tygodnia w nowym miejscu, z nowym zadaniem. NGO przy ktorym pracujemy potrzebuje fotografii dobrego nauczania, dobrych nauczycieli i dobrych uczniow. Zadanie to nie az takie latwe, jakby sie moglo wydawac. Nauczyciele nie sa wyksztalceni, metody ktorych uzywaja - bardzo prymitywne. Nie mowiac juz o dzieciakach, ktore z powodu niedozywienia maja ogromne problemy z koncentracja. Jezeli chodzi o zywnosc, to niewiele moge zrobic, ale w zwiazku z nauczycielami moge wiecej. POstanowilam przygotowac warsztaty by pokazac im pare pomyslow kreatywnego nauczania. To taki dobry sprawdzian dla mnie samej, niby juz prawie jestem nauczycielka, ale do nauczania to mnie tak srednio ciagnie... W planie jest wiec przygotowanie 3-4 warsztatow dla nauczycieli z AWC Ghaziabad, czyli tego miejsca pod Delhi, gdzie wlasnie sie znajduje.
W miedzyczasie, a rowniez w oparciu o warsztay, mam pstrykac foty. Celem glownym, ktory sobie upatrzylam, ma byc produkcja tzw Manualu, czyli powiedzmy instrukcji obslugi do tzw 'Step Up Programme', uproszczonego zakresu nauczania dla klas 1-3. Mimo calego uproszczenia, owo curriculum okazuje sie byc calkiem skomplikowane, trzecioklasici powinni wiedziec o ukladzie slonecznym, fotosyntezie, dzialaniu silnika etc. Podane przyklady sa z przedmiotu Wiedza Ogolna, z ktorym to nauczyciele maja najwiecej klopotow, no i nic w tym dziwnego. Dlatego chcialabym wykreowac taka ksiazeczke dla nauczycieli zawierajaca podstawowa wiedze na te tematy, z ktorej mogliby sie przygotowywac do lekcji. Bo wlasnie najwiekszym bolem owego pozarzadowego szkolnictwa Indyjskiego (byc moze rzadowego rowniez, nie bylabym zdziwiona, ale nie wiem) jest wedlug mnie brak materialow naukowych. Nie tych dla dzieci, bo dla dzieci znajda sie zawsze jacys donorzy, ktorzy zasponsoruja mape czy plakat z alfabetem etc. Brakuje materialow dla nauczycieli, z ktorych mogliby oni uzupelniac swoja wiedze. Jak juz wspomnialam, wiekszosc nauczycieli nie jest wyksztalcona czy wykwalifikowana (ukoknczone 10-12 klas), wiekszosc to wolontariusze lub bardzo nisko oplacani pracownicy. Nawet gdyby chcieli sie douczyc, to nie maja materialow ani warunkow, by owe materialy zdobyc. Dlatego dobrze byloby im to ulatwic.
Ten caly Step Up Programme to bardzo ciekawa rzecz zreszta, opracowana przez Nathalie i Hendrika z DNS2005, ktorzy byli tutaj w zeszlym roku i tym sie zajmowali. Ogolnie rzecz biorac, dzieci, ktore uczeszczaja do Akademii, albo nie mialy dostepu do zadnej szkoly, albo pochodzily troche i przestaly, albo chodzily niueregularnie. Dlatego poziom ich wiedzy jest bardzo rozny, mamy 6latki i 12latki na tym samym poziome. Step Up Programme jest esencja zakresu nauczania z 3 pierwszych lat. Wybrane sa najwazniejsze rzeczy, o ktorych dzieci powinny wiedziec do ukonczenia 3ej klasy. Kazdy przedmiot: Hindi, Matematyka, Angielski I wiedza Ogolna sa skonstruowane w 10 'krokow' skladajacych sie z roznych zagadnien, nad ktorymi dzieciaki powinny indywidulanie pracowac. Jak skoncza 10 krokow, to znaczy, ze wiedza wystarczajaco by dolaczyc do 4ej klasy. Troche mi to ciezko opisac tak, zeby mozna to sobie bylo wyobrazic, slownictowo nie to...
####
Wiadomosc z ostatniej chwili. Moj genialny pomysl produkcji Manualu nie byl az taki genialny, Nathalie i Hendrik mieli ten sam pomysl i przygotowali ksiazeczke dla nauczycieli z Wiedzy Ogolnej. No tak, mozna sie bylo tego spodziewac, jako ze pomysl ogolnie jest dobry. TYlko jeszcze nie wiem, dlaczego nauczyciele z niej nie korzystaja. Bo tam jest wszystko, czego potrzebuja. Faktem jest, ze moze to troche zbyw wysoki poziom jezykowy dla nich, moze dlatego nie uzywaja. Nic to, dowiem sie, moze powinnam porzygotowac uproszczona wersje czy cos, zobaczy sie.
wtorek, 24 listopada 2009
środa, 11 listopada 2009
czwartek, 5 listopada 2009
turystycznie
Po 10 dniach meki przed komputerem nadszedl czas na 3 dni wypoczynku.
Wycieczka do Jasalmer, polozonego na pustyni Thar.
No a jak pustynia, to i wielblady i safari na wielbladzie przez pustynie i noc spedzona
pod glym niebem ;)
Pustynia owa to co prawda nie Sahara, ale ciekawe doswiadczenie, diuny papieru toaletowego...


konkurs rostrzygniety!
Co prawda zaden konkus nie zostal ogloszony, ale ten na najlepszego czytelnika zdecydowanie zostal rozstrzygniety! A zwyciezca jest pani Aneta z Glogowa, ktora zasluzyla sobie na wianek laurpwy i puchar zloty, nagrody zostana przeslane poczta, gratulujemy!
A tutaj cytuje najbardziej trafna odpowiedz na pytanie konkursowe:
'Nie mogę wstawić komenta w blogu więc wstawiam tu. Wiem, że nie bardzo ubawiłaś się podczas swej turystycznej przygody na taj mahal, ale ja się uśmiałam po pachy. Co do gazu i generatora to też piszesz o tym tak przewrotnie, że uśmiech nie schodził mi z ust. Mimo przeszkód natury technicznej jakie napotykasz, proszę byś się nie poddawała i pisała w tych krótkich przerwach, kiedy masz jednak prąd. Naprawdę miło choć tak z Tobą podróżować.
:*'
Knedel rulz!
;D
xxx
niedziela, 25 października 2009
Bez świeżego powietrza
W planie jest 10-dniowe siedzenie przed komputerami i produkcja paru setek zadan. Prad wysiada co 2-3 godziny, ok. 15 minute trwa przelaczenie na generator. Generator pradu jest na gaz, na te sama butle, do ktorej jest podlaczona kuchenka. Jezeli akurat przyrzadzany jest posilek, trzeba czekac, az sostanie on przyrzadzony. Jezeli gaz z butli skonczy sie w miedzyczasie, nalezy czekac do nastepnego poranka. Pare setek zadan, srednio smieszne powiedzialabym.
Klasy sa ciasne i bez okien wychodzacych na swiatlo dzienne, jedynie na ciemny korytarz. W zwiazku z tym, za kazdym cieciem pradu wszystkie klasy musza sie przemiescic, razem ze swoimi plastikowymi stolkami, na zewnatrz. Oczywiscie powoduje to zgielk i chaos, dzieciakom chyba jednak podoba sie takie urozmaicenie, ktorego doswiadczaja przynajmniej dwa razy dziennie.
Ja spie w jednej z tych zatechlych klas, na posadzce i na materacu. Rano nalezy zwinac materac przed przyjsciem dzieci.
Siedzenia przed komputerem calodzienne i produkcja zadanek dla dzieci nie jest czynnoscia dobra dla zdrowia, ani, ani. Wspomnialam juz o tym, ze w okolicznych slumsach smieci sa palone przynajmniej raz dziennie? Smrod jest oczywiscie nie do zniesienia, wciska sie do twoich nozdrzy i oczu, zostaje tam godzinami, nie ma dokad uciec, powietrze jest calosciowo zarazone. Wieczorami przychodzi ulga, ochladza sie do tego stopnia, ze mozna poczuc jakas swiezosc. Twoj nos jest juz tak pelny kurzu i zmeczony tym melanzem nieprzyjaznych zapachow, ze wdychanie 'zimowego' powietrza jest jak odwieczna mantra 'om' dla duszy.
Klasy sa ciasne i bez okien wychodzacych na swiatlo dzienne, jedynie na ciemny korytarz. W zwiazku z tym, za kazdym cieciem pradu wszystkie klasy musza sie przemiescic, razem ze swoimi plastikowymi stolkami, na zewnatrz. Oczywiscie powoduje to zgielk i chaos, dzieciakom chyba jednak podoba sie takie urozmaicenie, ktorego doswiadczaja przynajmniej dwa razy dziennie.
Ja spie w jednej z tych zatechlych klas, na posadzce i na materacu. Rano nalezy zwinac materac przed przyjsciem dzieci.
Siedzenia przed komputerem calodzienne i produkcja zadanek dla dzieci nie jest czynnoscia dobra dla zdrowia, ani, ani. Wspomnialam juz o tym, ze w okolicznych slumsach smieci sa palone przynajmniej raz dziennie? Smrod jest oczywiscie nie do zniesienia, wciska sie do twoich nozdrzy i oczu, zostaje tam godzinami, nie ma dokad uciec, powietrze jest calosciowo zarazone. Wieczorami przychodzi ulga, ochladza sie do tego stopnia, ze mozna poczuc jakas swiezosc. Twoj nos jest juz tak pelny kurzu i zmeczony tym melanzem nieprzyjaznych zapachow, ze wdychanie 'zimowego' powietrza jest jak odwieczna mantra 'om' dla duszy.
wtorek, 20 października 2009
to i tamto...
Mysla przewodnia stworzenia tego bloga byla mysl o ulatwieniu komunikacji pomiedzy Subkontynentem Indyjskim a Rzeczypospolita, o przyblizeniu rodakom, rodzinie i przyjaciolom basni z tysiaca i jednego slamsu, latajacych krow i swietych dywanow. Celem w zalozeniu drugoplanowym bylo kronikowanie losow mej wlasnej osoby i w ten sposob unikniecie pytan i prosb typu: to co Ty tam wlasciwie robisz, napisz mi cos o Indiach, na jak dlugo i dlaczego etc. Niestety me zapedy kronikarskie okazaly sie nieco plonne, warunki tez nie za bardzo dopisuja. Postaram sie jednak odpowiedziec na te podstawowe pytania by zadac im kres!
Co ja tutaj robie? Dobre pytanie, sama chcialabym wiedziec... Tak najogolniej, to zostlismy wynajeci do podwyzszenia poziomu nauczania w AWC /wczesniej wspomnianych Akademii dla dzieci pracujacych/. W tym celu zajmujemy sie produkcja materialow do nauczania dla klas 4-8 z przedmiotow takich jak angielski, matematyka i Science, co jest polaczeniem wszystkich pozostalych przedmiotow. Nasza Dzajpurska grupa zajmuje sie opracowywaniem matematyki, opracowaniem specjalnego sylabusu i produkcja zadan z owego przedmiotu. W planie jest takze zorganizowanie warsztatow dla nauczycieli /ktorzy nie sa nauczycielami z wyksztalcenia a jedynie wolontariuszami, ktorzy nie bardzo wiedza co z czym sie je/ w celu przyblizenia im metod nauczania etc.
Nasza 'interwencja' zakonczy sie przed swietami, wtedy prawie wszyscy pojada do swoich domow, a ja, A, A i V. zostaniemy dluzej i wrocimy do Danii po Nowym Roku. Ja mam zamiar odwiedzic Himalaje :)
Mysla posrednia byla tez mysl o uwstecznianiu sie i analfabetyzmie wtornym, ktory wzrasta z kazdym dniem, i jako, ze Polacy nie gesi, to ja tak skromnie probuje walczyc z owym syndromem emigracyjnym.
Co ja tutaj robie? Dobre pytanie, sama chcialabym wiedziec... Tak najogolniej, to zostlismy wynajeci do podwyzszenia poziomu nauczania w AWC /wczesniej wspomnianych Akademii dla dzieci pracujacych/. W tym celu zajmujemy sie produkcja materialow do nauczania dla klas 4-8 z przedmiotow takich jak angielski, matematyka i Science, co jest polaczeniem wszystkich pozostalych przedmiotow. Nasza Dzajpurska grupa zajmuje sie opracowywaniem matematyki, opracowaniem specjalnego sylabusu i produkcja zadan z owego przedmiotu. W planie jest takze zorganizowanie warsztatow dla nauczycieli /ktorzy nie sa nauczycielami z wyksztalcenia a jedynie wolontariuszami, ktorzy nie bardzo wiedza co z czym sie je/ w celu przyblizenia im metod nauczania etc.
Nasza 'interwencja' zakonczy sie przed swietami, wtedy prawie wszyscy pojada do swoich domow, a ja, A, A i V. zostaniemy dluzej i wrocimy do Danii po Nowym Roku. Ja mam zamiar odwiedzic Himalaje :)
Mysla posrednia byla tez mysl o uwstecznianiu sie i analfabetyzmie wtornym, ktory wzrasta z kazdym dniem, i jako, ze Polacy nie gesi, to ja tak skromnie probuje walczyc z owym syndromem emigracyjnym.
sobota, 10 października 2009
slamsy
Jaipur wiec, aczkolwiek nie rozowe cuda architektoniczne, tylko raczej czarne swiniaki przechadzajace sie za oknem - Jagathpura Slum. Nie taki slam jak ze Slum Doga Millionaire'a, tylko po prostu osiedle na peryferiach miasta, gdzie mieszkaja ludzie ubozsi, najubozsi moze. Bo rozne sa kategorie i rodzaje slamsow.
Sa przenosne obozowiska sklecone z plandek, ludzi tzw. plemiennych, ktorzy zajmuja sie roznymi profesjami i przemieszczaja sie z miejsca na miejsce, w celu udzielania swych serwisow. Trzy lata temu na przyklad spotkalam plemie podroznych magikow, ktorzy zarabiali robiac przedstawienia w miejscach postoju. Bardzo edukacyjne bylo to spotkanie wtedy, rozmawialam z glownym magiem, ktory byl zarzadca calego obozowiska. Byl on chyba tez jedyna osoba, ktora potrafila troche czytac i pisac, i w zwiazku z tym zajmowal sie dorywczym douczaniem cieciakow. Co mnie najbardziej wtedy zdumialo, bylo to przeswiadczenie tych ludzi, ze w kraju bialych ludzi nie ma biedy, wszyscy sa bogaci i szczesliwi. Probowalam wytlumaczyc, ze nie, ze nieprawda, mowilam o bezdomnych, ktorych spotkalam w Kopenhadze, ale mi nie uwierzono. Kiwali glowami, usmiechali sie, ale i tak wiedzieli lepiej. Wtedy bylam dopiero jakies 2tyg w Indiach i ten sposob myslenia bardzo mnie zdumial. Z biegiem czasu okzalo sie, ze jest to typowe postrzeganie bialych obcokrajowcow, nie tylko w Indiach. W Malawi tubyly wybuchali gromkim smiechem, kiedy azungu stwierdzal, ze nie ma pieniedzy. W przypadku azungu S. bylo to czesto smutna prawda, ale wszyscy brali to jako zart, bo jak to: azungu bez pieniedzy? Przeciez to niemozliwe!
Innym rodzajem slamsu sa slamsy robotnikow migracyjnych. Tacy np.: budowlancy osiedlaja sie przy budowach, na ktorych pracuja. Kiedy robota sie skonczy, przenosza sie na inny plac budowy, a za nimi ich zony i dzieci. W zwiazku z ta ciagla migracja dzieciaki zwykle nie chodza do szkoly, bo nie sa nigdzie zarejestrowane, dla szkol rzadowych po pprostu nie istnieja.
No i jest tez nasz slams, gdzie mieszkaja ludzie rozni i zyja roznie. W naszym slamsie zostala otworzona Akademia Dla Dzieci Pracujacych, dla owych dzieci wlasnie i ich rodzicow (kolko krawieckie, zajecia z czytania i pisania, klub komputerowy). Tutaj nie ma szkol publicznych, tego miejsca nie ma po prostu na mapie miasta, wiec nawet nie ma w planie budowy szkoly. Jest kilka szkol prywatnych, ale malo kogo na nie stac.
Do Akademii, jednego Centrum i 4 satelit, uczeszcza ok. 300 dzieci, przynajmniej tyle jest zapisanych. Szkola jest darmowa, mundurki nie obowiazkowe, nie trzeba byc nigdzie zarejestrowanym, wiec wiekszosc uczniow to ci, ktorych nie byloby stac na edukacje. Mamy tez w okolicy male obozowisko ludzi plemiennych z ktorego dochodzi kilkoro dzieci, a reszta przebiera w smieciach i ugania sie za nami, gdy tamtedy przechodzimy.
Druga Akademia zostala otworzona w sasiednim slamsie, w odleglosci kilku kilometrow. Jaipur to miasto ponad 6 mln ludzi i 324 slamsow.
Sa przenosne obozowiska sklecone z plandek, ludzi tzw. plemiennych, ktorzy zajmuja sie roznymi profesjami i przemieszczaja sie z miejsca na miejsce, w celu udzielania swych serwisow. Trzy lata temu na przyklad spotkalam plemie podroznych magikow, ktorzy zarabiali robiac przedstawienia w miejscach postoju. Bardzo edukacyjne bylo to spotkanie wtedy, rozmawialam z glownym magiem, ktory byl zarzadca calego obozowiska. Byl on chyba tez jedyna osoba, ktora potrafila troche czytac i pisac, i w zwiazku z tym zajmowal sie dorywczym douczaniem cieciakow. Co mnie najbardziej wtedy zdumialo, bylo to przeswiadczenie tych ludzi, ze w kraju bialych ludzi nie ma biedy, wszyscy sa bogaci i szczesliwi. Probowalam wytlumaczyc, ze nie, ze nieprawda, mowilam o bezdomnych, ktorych spotkalam w Kopenhadze, ale mi nie uwierzono. Kiwali glowami, usmiechali sie, ale i tak wiedzieli lepiej. Wtedy bylam dopiero jakies 2tyg w Indiach i ten sposob myslenia bardzo mnie zdumial. Z biegiem czasu okzalo sie, ze jest to typowe postrzeganie bialych obcokrajowcow, nie tylko w Indiach. W Malawi tubyly wybuchali gromkim smiechem, kiedy azungu stwierdzal, ze nie ma pieniedzy. W przypadku azungu S. bylo to czesto smutna prawda, ale wszyscy brali to jako zart, bo jak to: azungu bez pieniedzy? Przeciez to niemozliwe!
Innym rodzajem slamsu sa slamsy robotnikow migracyjnych. Tacy np.: budowlancy osiedlaja sie przy budowach, na ktorych pracuja. Kiedy robota sie skonczy, przenosza sie na inny plac budowy, a za nimi ich zony i dzieci. W zwiazku z ta ciagla migracja dzieciaki zwykle nie chodza do szkoly, bo nie sa nigdzie zarejestrowane, dla szkol rzadowych po pprostu nie istnieja.
No i jest tez nasz slams, gdzie mieszkaja ludzie rozni i zyja roznie. W naszym slamsie zostala otworzona Akademia Dla Dzieci Pracujacych, dla owych dzieci wlasnie i ich rodzicow (kolko krawieckie, zajecia z czytania i pisania, klub komputerowy). Tutaj nie ma szkol publicznych, tego miejsca nie ma po prostu na mapie miasta, wiec nawet nie ma w planie budowy szkoly. Jest kilka szkol prywatnych, ale malo kogo na nie stac.
Do Akademii, jednego Centrum i 4 satelit, uczeszcza ok. 300 dzieci, przynajmniej tyle jest zapisanych. Szkola jest darmowa, mundurki nie obowiazkowe, nie trzeba byc nigdzie zarejestrowanym, wiec wiekszosc uczniow to ci, ktorych nie byloby stac na edukacje. Mamy tez w okolicy male obozowisko ludzi plemiennych z ktorego dochodzi kilkoro dzieci, a reszta przebiera w smieciach i ugania sie za nami, gdy tamtedy przechodzimy.
Druga Akademia zostala otworzona w sasiednim slamsie, w odleglosci kilku kilometrow. Jaipur to miasto ponad 6 mln ludzi i 324 slamsow.
| Pan Mag |
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

